Praca zespołowa historią pisana - spowiedź programisty


Pracując wspólnie można osiagnąć bardzo wiele. Moja historia z pracą zespołową. Miłej lektury!

Kim jestem

Pomyślałem, że nigdy jeszcze nie napisałem kim jestem. Nie będę pisał szczegółów z życia osobistego. Tutaj jedynie nawiązuję do swoich pasji: Programowanie, drewno.

6 lat historii

Nazywam się Łukasz Arciszewski i od tygodnia mam 27 lat. W 2009 roku rozpocząłem studia informatyczne inżynierskie a 3,5 roku później magisterskie w specjalizacji inteligentnych technologii informatycznych (takie coś jakby sztuczna inteligencja). Studia ukończyłem. Ale podczas studiów mało skupiałem się na samej nauce. Już od pierwszego roku zacząłem uczęszczać do najprężniej działającego koła pasjonatów inromatyki. Do koła .NET pod patronatem MS. W sumie to wtedy właśnie wybrałem, że z tym językiem będzie wiązać się moją przyszłość. Dlatego, że tak łatwo się w nim pisze, a po drugie dlatego, że stoi za nim wielka firma, która dba o programistów. No i ze względu na olbrzymią promocję wśród starszych studentów z jednoczesnym szykanowaniem wśród prowadzących. To dawało motywację. Taki bunt przeciw uczelni, żeby zrobić jak najwięcej dla dobra studentów.

IC 2011

Całe 5 lat na tym spędziłem z kilkoma kolegami. Z tymi kolegami, z którymi wystartowałem w konkursie Imagine Cup 2011. To była niesamowita przygoda. Szefowa koła .NET podeszła i powiedziała - poradzisz sobie. Zbierz ekipę. Zebrałem. Drużyno - ruszamy. Wtedy dużo pomógł nam nasz mentor Marcin a także Mateusz, który wsparł swoimi mega pomysłami. To był owocny konkurs. Nie dość, że studia były lżejsze bo przecież reprezentowaliśmy uczelnię w finale ogólnopolskim, to poznaliśmy też biurokrację, poznaliśmy siebie i poznaliśmy jak to fajnie można osiągać wiele mając tak niewiele. Bo przecież na drugim roku umiejętności to u nas były żadne. Nie tylko programistyczne ale tym bardziej te miękkie - prezentacje. Przygoda się duała. 4 miejsce w skali kraju to wielkie wyróżnienie już na początku swojej kariery. Ale też wiele mnie to nauczyło.

Po mniej wiecej pół roku chciałem byśmy znowu podeszli do tematu konkursu. Okazało się, że jednak pod spodem coś było nie tak. We mnie. To wtedy zauważyłem, że tak nie można. Koledzy z zespołu stwierdzili, że byłem zbytnim dyktatorem. Liderem takim niekoniecznie z wyboru zespołu, co bardziej wynikało to z mojego charakteru. Niektórym to nie pasowało. Niestety. Pozostałem sam. Zmontowałem inną drużynę ale to uż nie było to samo. Nie Ci ludzie a ja mocno wycofany poprzez doświadczenia.

Grupa .NET

Tutaj za to wielkie zaskoczenie. W tym samym czasie co koledzy mnie “odrzucili” dostałem propozycję poprowadzenia Grupy .NET - ten sam ktoś, kto zawiódł jako lider. Długo się zastanawiałem ale na tym etapie bardzo pomogło mi kilkoro ludzi z ekipy koła. Moja dobra kumpela z roku była moją prawą ręką, trójka kumpli z młodszych roczników + mimo wszystko stara drużyna. Wszyscy stawali na wysokości zadania. Ale czy ja? Było pewne - nie mogłem nikogo wyręczać. Musiałem po prostu dobrze zarządzać. I wierzcie mi. Wszelkie szkolenia w tej dziedzinie nie będą równały się z podobnym doświadczeniem i szczerością najbliższych. Minął rok. Grupa .NET mimo początkowych trudnosći podniosła się i zaczęła rozrastać. W miedzy czasie 3 konferencje z czego jedna na ponad 500 osób (MEGA!). Po tej konferencji jednak musiałem dać sobie spokój. Zmczenie jednak mnie przygniotło i powiedziałem STOP.

PAI

W tym momencie kolejne konkursy. Lecz przed nimi słowa mojego kumpla po ponad roku od IC 2011 (parafrazując):

Wiesz - ty jak byłeś liderem to nam to przeszkadzało. Bo każdy nim chciał być. Taka ekipa. Za dużo robiłeś sam. Ale wiesz - gdybyś tego nie zrobił i nie wziął spraw w swoje ręce nie zaszlibyśmy tak daleko. Z perspektywy czasu - podejmowałeś dobre decyzje.

To były niesamowite słowa. Mocno podniosły na duchu i pomogły ruszyć dalej. W tym momencie wystartowaliśmy w konkursie Podlaski Akcelerator Innowacji. W sumie było to dziecko mojej pani promotor i troszkę też mój jako przedstawiciela Grupy .NET. Ale w przygotowania nie angażowałem się za wiele. Wystawiłem do pomocy kilka osób z kołą a sam porwałem się na uczestnictwo. I co fajniejsze. Zrobiłem to z pierwotną ekipą z IC. Ponownie stanęliśmy razem. Udał się znów. Tym razem wyróżnienie za najbardziej innowacyjny pomysł. Radość ogromna. Z kumplami za wygraną poszliśmy na steka a za pozostałą kasę kupiliśmy monitory, które były naszym wkładem do…

Własnej firmy

W 2013 roku. Po tych wszystkich podbojach innowayjności i ponad 2,5 roku pracy w super firmie postanowiłem z kolegami z IC założyć firmę. Niestety - to był wg mnie falstart. Nie mieliśmy do końca pomysłu na biznes. Najpierw założyliśmy firmę a dopiero potem zaczęliśmy myśleć co z tym zrobić. W sumie przez całą moją karierą “na własnym” pracowaliśmy dla kogoś. Outsourcing całego zespołu. Udało się troszkę zarobić ale… spaliliśmy się. Bo nie zrobiliśmy nic własnego. A tego pragnęliśmy. Mnie to mocno wypaliło. Życie zaczęło toczyć się dalej. Ale też nauczyło mnie czegoś nowego.

Mimo przyjaźni i wielkiego zaufania. Pamietaj.

Kochajmy się jak bracia - liczmy się jak żydzi.

Trzeba o tym pamiętać i już na początku ustalić sztywne zasadny rozliczenia oraz opuszczenia firmy. Bo nigdy nic nie wiadomo. I warto zrobić to na samym początku działalności. Wręcz przed podjęciem jej. Nauka, którą zapamiętam.

Dzisiaj

Po tych kilku latach intensywnych przyszedł czas na ślub i bardziej stabilną pracę. Złożyłem CV to tu, to tam i udało się. Po 2 tyg zostałem przyjęty na korzystnych warunkach do nowej pracy. Do dziś tam jestem i to bardzo zadowolony. Bo jest ekipa. Wspaniali ludzie, wspaniałe pomysły i mega projekt. Innowacyjny, rozwojowy, duży. Tylko tyle mogę powiedzieć. Ale jest coś jeszcze. Moje wewnętrze JA. Ono wciąż mną kieruje od najmłodszych lat, że mogę osiągnąć wiele. I dzięki temu szedłem do przodu i do przodu. Tylko, że troszkę za szybko. Dlaczego? Bo jak w 27 lat można tak wiele osiągnać. To czasami nie było łatwie do przełknięcia. No i wciąż kiepskie podejście do innych. Skoro ja umiem wiele, to czemu Ty nie? Zamiast nieść pomoc to często krytykę. Ale dzięki pewnej osobie, która mi to pokazała widzę, że zaczynam co nieco w sobie zmieniać.

Więcej szacunku, wyrozumiałości, chęć niesienia pomocy, wysłuchiwanie pomysłów innych. Nawet ostatnio. “Zróbcie to i to”. Pierwsze godziny indywidualnego przemyślenia podejścia do sprawy. Potem kilkugodzinne wysłuchiwanie siebie. Wewnątrz się coś gotuje, że jak można tego nie rozumieć. Przecież to oczywiste. Są takie chwile gdy jedna osoba tłumaczy drugiej. Ale mimo wszystko wewnętrzne chlaś zimnej wody i gaszenie krzyczącego EGO. Cierpliwość. Empatia. Posłuchałem, wysłuchałem. A co lepsze. Pogratulowałem i dołączyłem się. A dlaczego?

BO TYLKO WSPÓLNA PRACA POZWALA NA OSIĄGNIĘCIE SUKCESÓW.

W pojedynkę można wiele. Ale w kilka osób osiąga się wszystko!

Drewno

Dlaczego drewno? Bo lubię :) Wiecie dlaczego drewno jest silne? Bo ma wiele pojedynczych nitek. Tych wiele nitek zbite razem są nierozerwalne. Tak jak zespół. Każdy z nas jest mocny. Ale razem jesteśmy niezwyciężeni. Przy pracy z drzewem też wiele umiem sam. Ale to z ojcem, który ma doświadczenie i moimi młodymi świeżymi pomysłami i zapałem robimy i osiągamy wiele.

Dzisiaj było dość długo. Taki esej. Historia o mnie i wpółpracy. Były upadki i wzloty. Jak wszędzie. Zapraszam do mojego jakby fotobloga, dzienniczka z pracy DIY na facebooku.